Witaj w naszym geocachingowym sklepie!
pl PL
pl PL

Keszomaniacy 2017 – podsumowanie roku

13 / 01 / 2018

Keszomaniacy 2017 – podsumowanie roku

Wiem, wiem, nie spodziewaliście się mojego powrotu na łamy niniejszej strony, ale ten tekst powstać musiał, bo jakby nie było rok 2017 przeszedł już szczęśliwie do historii, więc nadszedł czas na jego krótkie podsumowanie. Ot tak, choćby dla przypomnienia samemu sobie czego udało się, lub nie udało dokonać. A udało się całkiem sporo. Można rzec, że więcej niż przez kilka ostatnich lat 🙂 Zapraszam wszystkich tych, którzy zaglądają czasem na keszomaniakowy fanpage oraz na bloga, do krótkiej podróży w czasie i ponowne przejście śladami Piętaszka i innych pozytywnie zakręconych poszukiwaczy. W drogę!

 

        2017 – podróże i wydarzenia

Wiadomym jest, że zima nie sprzyja wielkim wyprawom keszerskim i delikatnie mówiąc hamuje geocachingowe zapędy. Oczywiście są chlubne wyjątki od tej reguły, ale ja zdecydowanie do nich nie należę. Za spory sukces uważam więc zmotywowanie się i wyruszenie pod koniec lutego do Gliwic na event, na którym można było stanąć “Oko w oko z dinozaurem”. O dziwo powstała nawet krótka relacja z całej wyprawy, do której odsyłam zapominalskich (LINK). Nie myślałem wtedy, że szybkimi krokami nadchodzi przebudzenie i dość spora porcja emocji i adrenaliny.

Keszerska pobudka z zimowego snu nastąpiła w marcu, kiedy to ruszyłem wraz z CopernicusHigh na Podkarpacie, w celu zdobycia sławnej już Jasielskiej Odznaki Geocachingowej. Nie powiem, że było łatwo, ale koniec końców wróciliśmy z tej wyprawy z tarczą i dwoma odznakami, które zdobyliśmy w pocie czoła. Wraz z nami walczyli rownież Kopciuszek oraz nikoninja, a mentalnie wspierała nas cała społeczność keszerska z Jasła. Gdyby nie to, to wynik całej wyprawy stanąłby niewątpliwie pod wielkim znakiem zapytania. Kto wie, może uda się jeszcze wrócić pamięcią do tamtego czasu i przedstawić ciekawej publiczności mniej znane szczegóły z całej operacji? Czas pokaże, a póki co jedziemy dalej. Wszak majówka już za pasem.

 

Zanim jednak dojdziemy do maja, zatrzymamy się w kwietniu, w którym ruszyłem naszymi rodzimymi kolejami do Tomaszowa Mazowieckiego na II tomaszowski event organizowany przez zapaleńców z GeoŁódzkie. Wypad był jak najbardziej udany i również jako jeden z nielicznych doczekał się swojego tekstu na keszomaniakowym blogu, do którego odsyłam zainteresowanych (LINK).

Tak intensywnej majówki, jak ta w roku 2017, Piętaszkowa pamięć nie jest w stanie odszukać w zwojach mózgowych. A szukała całkiem długo. Celem wyprawy był Dolny Śląsk i jego tajemnice związane z niemieckim projektem Riese. Cztery dni i ponad 1300 przejechanych kilometrów zaowocowały całkiem pokaźną liczbą keszy oraz sporym wzbogaceniem własnej wiedzy i doświadczeń podróżniczych. Na trasie wyjazdu znalazły się miejsca takie jak Wałbrzych, Świeradów-Zdrój, Bogatynia, gdzie osobiście poznałem Verenne wraz z Wiskółką, Jelenia Góra, Lubań, podziemne miasto Osówka oraz Sztolnie Walimskie. Zawitałem też do stolicy polskiej porcelany – Bolesławca i z trudem oparłem się pokusie wzięcia kąpieli w Kolorowych Jeziorkach znajdujących się w Rudawach Janowickich. Korzystając z okazji podrasowania statystyk własnych, podjąłem też swoje pierwsze kesze na terenie Niemiec i Czech, zyskując nowe suveniry i znalezienia w trzech krajach w ciągu jednego dnia. Nawet nie myślałem, że uda mi się ten skromny rekord pobić jeszcze tego samego roku! Zdecydowanie ten wyjazd był jednym z najbardziej wymagających wypadów minionego roku i rewelacyjnym wstępem do kolejnych, tym razem zagranicznych wojaży. Zdecydowanie było warto 🙂

 

Nie bez powodu mówi się, że Polak – Węgier dwa bratanki. Jednym z punktów piętaszkowej listy rzeczy do zrobienia, był wyjazd do Budapesztu i zwiedzenie stolicy Węgier. Muszę przyznać, że miasto zrobiło na mnie naprawdę spore wrażenie, a dzięki rozsianym w dość sporych odległościach keszom virtualnym odwiedziłem miejsca, do których pewnie bym normalnie nie dotarł (który to już raz?). Jest coś urzekającego w tym mieście. Polecam jednak osobistą podróż, żeby sprawdzić cóż to takiego może być 😉 No i pierwszy raz jechałem metrem, które kierowało się samo 😛 Jednym z ciekawszych keszy był przewodnik po muralach, stworzony w formie scenariusza WIGO (Colourful city). Jeśli ktoś lubi tego typu sztukę, to zdecydowanie polecam. Przy okazji gratuluję aliqce, która pomimo wielkiego upału i krótkich nóżek, dotrzymała szalonego tempa zwiedzania (nawet bez narzekania!) 😛

Dwie wyspy w jeden rok. Myślę, że jak na kogoś, kto rzadko zapuszcza się nad morze, to całkiem dobry wynik. Pierwszą z nich, na której postała piętaszkowa i copernicusowa stopa była niewielka włoska wyspa, leżąca dwie godziny drogi promem od Neapolu – Ischia. Ta sama, którą miesiąc po opuszczeniu jej przeze mnie i Copernicus nawiedziło trzęsienie ziemi. Ponoć złego diabli nie biorą, co by się w tym przypadku potwierdziło. W trakcie pobytu udało się przejechać niemal całą wysepkę wzdłuż i wszerz, zaglądając po raz kolejny do miejsc, w które normalny turysta raczej nie zagląda. Niech świadczy o tym stan wyspy, w momencie naszego wyjazdu.

Kesz “TB – hotel mama” do dziś robi na mnie spore wrażenie, za każdym razem kiedy do niego wracam pamięcią. Fajny przewodnik po kościołach Forio w formie multi kesza, letterbox umieszczony przy tajemniczych skalnych domach, czy EC czekający przy gorących wodach termalnych sprawiają, że wypoczynek na plaży można całkiem fajnie urozmaicić aktywnością fizyczną. No i mieliśmy nawet niewielką namiastkę górskich wędrówek, w trakcie zdobywania najwyższego szczytu wyspy – Monte Epomeo i kolejnego EC na wyspie.

 

Druga odwiedzona w 2017 roku wyspa, znacznie większych gabarytów to Cypr, kuszący turystów pięknymi plażami i…pięknymi plażami. Geokeszer może natomiast dodatkowo przemierzać w poszukiwaniu cypryjskich skarbów miejsca nieco mniej popularne, jak choćby Półwysep Akamas, czy okolice góry Trodos, przy której znajduje się minitrail Artemis. Tutaj też znaleźliśmy wraz z towarzyszącą mi (znowu 😛 ) CopernicusHigh najlepszą restaurację strzeżoną przez samego Króla Leonidasa, widzieliśmy niejedną Afrodytę w miejscu narodzin tej pierwotnej bogini. Odwiedziliśmy też zniszczoną i opuszczoną w trakcie tureckiej inwazji wioskę, o obecności której informują obecnie dwa kesze pokazujące efekty tej, nie tak dawnej, wojny. Tutaj też, ponad  2000 kilometrów od domu, poznaliśmy eksplorującą z aparatem zakamarki Cypru Vinewi, na bloga której serdecznie zapraszam, zwłaszcza miłośników dobrej fotografii – Somewhere in Cyprus. A naszym przewodnikiem, po wspomnianym już trailu Artemis, był Ghoymakh, który wykazał się całkiem sporą cierpliwością i nadludzkim wręcz spokojem w trakcie naszego nieudolnego nieraz szukania. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam naszych nowo poznanych cypryjskich braci w grze (no, brata i siostrę 😛 )  😉

 

Tutaj też, tysiące kilometrów od rodzinnego Krakowa, Piętaszek z małego, raczkującego poszukiwacza, stał się dojrzałym keszerem, który może się już poszczycić trzycyfrową liczbą znalezień na koncie. Welcome to Limmasol – moje tysięczne, pamiętne znalezienie. Limmasol na zawsze w moim sercu.

Jeszcze dobrze nie wypłukałem piasku z cypryjskich plaż, a koleje losu rzuciły mnie do górzystej Szwajcarii, skąd miałem okazję wracać samochodem, pobijając jednocześnie mój wciąż świeży rekord znalezień w różnych krajach w ciągu jednego dnia. Szwajcaria, Austria, Lichtenstein oraz Niemcy. Szkoda tylko, że nie udało się podjąć kesza w Polsce, na co liczyłem. Ale w końcu rekordy są po to, żeby je bić, więc i nad tym popracuję w odpowiednim czasie. Tak przy okazji, na moim koncie pojawił się też pierwszy diament za kraj. Księstwo Lichtensteinu, dość niespodziewanie zapisało się na kartach mojej historii i chyba już zawsze będę miał do tego obcego mi w sumie miejsca pewien sentyment 🙂

Wracając na nasze polskie podwórko, nie sposób nie wspomnieć o najlepszym w mojej opinii evencie minionego roku – Akcja Jasło #2 – Szlakiem winnych klimatów. Wydarzenie, które ściągnęło do geocachingowej stolicy Podkarpacia ponad setkę zapaleńców, zorganizowane zostało na naprawdę wysokim poziomie, podnosząc i tak zawieszoną na sporej wysokości poprzeczkę. Degustacje, opowieści, tajniki hodowli winorośli, a wszystko to wzbogacone naprawdę świetnymi keszami. Co w tym roku wymyśli ekipa z Jasła? Co by to nie było, niewątpliwie warto będzie się wybrać, o czym świadczą zostawiane w jasielskich skrzynkach FP i pochlebne opinie uczestników wydarzenia.

W minionym roku udało się również odbyć krótkie polowanie na tarnowskie Kruki, które lubią siedzieć wyjątkowo wysoko. Na szczęście mieliśmy za przewodnika i głównego łowcę Tomasza.B wraz z Kopciuszkiem, którzy poratowali nas zarówno sprzętem jak i wiedzą, zapewniając nam świetną, aczkolwiek wymagającą sporo sił i dającą duże dawki adrenaliny rozrywkę. Wszystkim, których “ziemia parzy”, polecam z czystym sumieniem 😉

 

       Inicjatywy i osiągnięcia

W roku 2017 wcieliłem też w życie pomysł zorganizowania pierwszego ogólnopolskiego konkursu plastycznego adresowanego do najmłodszych poszukiwaczy – “Mały keszer w świecie keszy”. Przedsięwzięcie to doczekało się swojego podsumowania na łamach mojego bloga, do którego odsyłam tych, którzy chcieliby sobie przypomnieć o co chodziło i jaki był odzew ze strony najmłodszych 🙂 Czy była to inicjatywa udana ciężko powiedzieć, choć pozytywne głosy rodziców świadczą o tym, że udało się sprawić trochę radochy nie tylko dzieciom, ale i opiekunom. Niewątpliwie sukcesem też było to, że prace nadesłane do Krakowa udało się zaprezentować na eventach w Jaśle oraz Katowicach, gdzie dobrze zorganizowana społeczność keszerska mnie zaprosiła i pomogła w przygotowaniu wydarzeń. Wszystkim uczestnikom oraz osobom zaangażowanym raz jeszcze dziękuję, a zwycięzcom serdecznie gratuluję 🙂

Czas zleciał szybko, tak jak nie leciał już od dawna. Tysiące przejechanych kilometrów, setki odwiedzonych miejsc i pokaźne grono nowo poznanych ludzi sprawiają, że miniony rok był jednym z najlepszych, jakie miałem w trakcie ostatniej dekady 🙂 Wisienką na torcie było znalezienie ostatniego dnia grudnia i zdobycie kończącej rok wirtualnej pamiątki do profilu. Dla miłośników statystyk wszelkiej maści przedstawiam kilka cyferek podsumowujących miniony rok:

– 554 kesze znalezione w 2017 roku i przekroczony pierwszy 1000 znalezień;

– w sumie 82 dni poszukiwań;

– pierwsze znalezienia w 6 krajach: Niemczech, Austrii, na Cyprze, na Węgrzech, Księstwie Lichtensteinu (pierwszy diament za kraj) oraz Republice Czeskiej;

–  8 tekstów opublikowanych na blogu (niestety kilka pisanych jeszcze w 2016 roku);

–  pierwszy kesz dedykowany Piętaszkowi – Wisielok;

– zdobyte dwa stopnie odznaki JOG (Jasielska Odznaka Geocachingowa);

– zdobyta brązowa odznaka Geocachingowa PTTK.

Niestety, nie wszystko co było w planach udało się zrealizować. Żadna z planowanych przeze mnie wycieczek w polskie góry nie doszła do skutku (kosztem wojaży zagranicznych). Nie udało się również napisać tekstów z niektórych wypraw, o których wspomniałem powyżej. I nie świadczy to bynajmniej o tym, że nie miałem o czym pisać, czy o moim lenistwie. Spod piętaszkowej ręki wyszło bowiem kilka linijek tekstów wciąż nieopublikowanych, których dalsze losy są na chwilę obecną nieznane. Co się z nimi stanie czas pokaże 🙂 Tymczasem ruszam w 2018 rok z nowymi pomysłami, planami i zamierzeniami. Mam nadzieję, że Wy również zaczęliście już realizować noworoczne postanowienia. A komu jak komu, keszerowi planów raczej nigdy nie brakuje 😉

Aaaa! No i jedno z najważniejszych wydarzeń 2017! Smok Krakesz, znany i lubiany dorósł wreszcie i nie jest już zniewieściałym smoczątkiem, a smoczyskiem z prawdziwego zdarzenia! Wujek Hipogrys z nim porozmawiał i wreszcie mam smoczego buntownika z pazurem 😀

Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia,

Piętaszek

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X